3100 USD dla rodzica, 2900 USD dla dzieci do 12 lat
Przelot:
3100 PLN – 3800 PLN
15 dni


Zasady płatności

I rata: opłata rezerwacyjna 1000 zł płatna przy zapisie
II rata: 2900 USD i 2700 USD (dziecko) (- I rata) x kurs sprzedaży NBP płatna na 30 dni przed rozpoczęciem imprezy
III rata: 200 USD - uczestnik zabiera ze sobą




PLiki do pobrania

Oferta
Umowa / Zgloszenie


Świadczenia
Cena obejmuje

Świadczenia w cenie

Cena obejmuje:

- opieka polskiego pilota MK Tramping,
- opieka miejscowego przewodnika,
- transport wynajętymi klimatyzowanymi jeepami oraz busami,
- zakwaterowanie w pokojach 2-osobowych z dostawką w hotelach 3*** i 4 **** oraz lodgach,
- ubezpieczenie NW i KL oraz bagażu,
- opłaty wstępu do zwiedzanych obiektów i parków narodowych,
- wyżywienia: śniadania, lunche i kolacje
- wszystkie napiwki

- dodatkowo płatny bilet lotniczy:
Warszawa –Bangkok - Warszawa

Cena nie obejmuje:

- napoi chłodzących,
- wydatków prywatnych,
- dodatkowych wycieczek


Cena nie obejmuje




Wycieczki fakultatywne




Szczepienia






Do góry głowa, niech się słoń schowa!
TAJLANDIA



   

Legenda

 


1 dzień: samolotem do Bangkoku
Ufff, nareszcie…, myślałem, że się nigdy nie doczekam tego dnia. Od dawna wykreślałem dni w kalendarzu i w końcu jedziemy! Jeszcze nigdy nie byłem tak daleko, ale z przewodników wiem, że jadę do azjatyckiego państwa, którego nazwę - Ptarthet Thai można przetłumaczyć jako „Kraj wolnych ludzi”. Jedziemy na lotnisko do Warszawy – pewnie będę miał pełno nowych kolegów i koleżanek. Będzie też nasz pilot. Ciekawe jak wygląda - jak Indiana Jones? No i ta upragniona podróż samolotem. Mama się martwi, że będę marudził, a ja wiem, że będzie inaczej. Większość linii lotniczych wyposażona jest w osobiste monitory - mama i tato obejrzą film, a ja będę grał lub obejrzę bajkę. Potem trochę snów z tysiąca i jednej nocy i obudzimy się w Azji.

2 dzień: pierwszy błysk egzotyki - jesteśmy w Bangkoku
A jednak jest tu inaczej niż sobie wyobrażałem. Naprawdę ciepło. I taki inny, egzotyczny zapach jakichś nieznanych mi jeszcze roślin i przypraw. Zanim poznamy ten nowy świat, klimatyzowany autobus zabierze nas z lotniska na Khao San Rd, do Mekki globtroterów. To będzie nasz pierwszy tajski dom. Powinienem być zmęczony, ale nie chce mi się spać. Szkoda czasu na spanie. Tu wszystko jest takie fajowe!, więc chcę zobaczyć jak najwięcej. I tyle się dzieje… Ciągle obok mnie przemykają motory, skutery i dosyć dziwne samochody – duże i małe. I te śmieszne spalinowe dorożki - pilot mówi, że nazywają się „Tuk-tuk”, dokładnie tak jak pracuje ich silnik - tuk-tuktuk-tuktuk-tuktuk-tuk. Spróbujemy? Jasne, że tak! Ale jazda. Mama się trochę boi i narzeka, że niewygodnie, ale mi się podoba, i to jak! Objeżdżamy Tuk-tukiem gwarne ulice chińskiej dzielnicy. Pełno tu małych sklepów, targowisk i ulicznych sprzedawców. Ale dużo się dzieje! Aż trudno uwierzyć, że mi się to nie śni.

3 dzień: Tajlandia lepsza niż kreskówki
Pilot mówi, że Bangkok to Miasto Aniołów (Krung Thep). Choć bardzo się starałem je zobaczyć, to nie widziałem żadnego… Potem dowiedziałem się, że Tajowie twierdzą, że ich państwo ma kształt słonia i że okiem jest Bangkok. Strasznie dziwne rzeczy mówią ci dorośli…, żadnego oka tu nie spotkałem. Dopiero Mama mi powiedziała potem, że to taka przenośnia. Dzisiaj byliśmy w bardzo ciekawych miejscach. Najpierw widzieliśmy prawdziwy pałac, gdzie jest prawdziwy król! Widziałem też Świątynię Szmaragdowego Buddy. Ależ tam pięknie! – wszystko błyszczy się złociście, a w słońcu to aż razi w oczy. Budda jest zrobiony z nefrytu i ma specjalne ubrania, które są zmieniane 3 razy do roku (porą deszczową, latem i zimą) przez samego króla. To trochę jak z tym chłopczykiem z Brukseli, tylko, że on ma bardzo dużo śmiesznych ubranek. Potem byliśmy w innej świątyni (Wat Pho). Tu Budda leżał sobie, chyba bardzo zadowolony, bo był uśmiechnięty i był olbrzymi – ma aż 46 m! Już teraz wiem, że jak się wchodzi do świątyni, to trzeba mieć zakryte nogi i ręce, ale odkryte stopy. Bardzo to skomplikowane, bo Pilot mówił, że Tajowie uważają, że stopy są nieczyste i dlatego w świątyni, gdy się siedzi, trzeba podkulić nogi, żeby nie było widać stóp. No ale, jak mają być czyste, skoro chodzi się tu bez butów?
Teraz płyniemy łodzią do świątyni Wat Arun. Rzeka się nazywa Chao Praya. Mama i Tata zachwycają się tym, co w środku świątyni, a ja po stopniach wspinam się na wieżę. Ale stąd widoki... Zaczepiają mnie tajscy rówieśnicy. Są bardzo przyjaźni i mają fajne pomysły. I mimo że mówią całkiem inaczej niż ja, to i tak się rozumiemy – oni też znają niektóre słowa po angielsku. No a jak już nie wiem, jak coś powiedzieć, to pokazujemy sobie rękami. No i mam kolegów! Będziemy do siebie pisać kartki i e-maile. Jak przyjadę do domu, to pochwalę się chłopakom w klasie!

4 dzień: Targi na wodzie i Parki Zwierząt
Wczesnym rankiem jedziemy nad wodny targ. Niesamowite! Wszystko odbywa się na łodziach! Ludzie, stojąc lub siedząc w łodziach i nie schodząc na ląd, wszystko podają sobie z łodzi do łodzi - owoce, warzywa, ryby, bajecznie kolorowe sukna i inne drobiazgi. Zamykam oczy - przed wiekami musiało tu być podobnie - wśród zieleni palm i bananowców stały drewniane domy na palach, a wokół dziesiątki łodzi… Kupujemy kilka nieznanych mi wcześniej owoców. Nie wszystkie mi smakują, niektóre dziwnie pachną. Podobnie specjały kuchni tajskiej – są całkiem inne niż to, co jem w domu. Mama jest zaskoczona, że Tajowie tak lubią dzieci, znaczy mnie też lubią! Czuję się tutaj jak ktoś ważny. No więc mogę sobie pokaprysić. Ja chcę na słonia! I udało się - jestem w Samphfran Elephant Ground. Ale jeszcze bardziej pociąga mnie to, co wyprawiają krokodyle. Do góry głowa, niech się słoń schowa! Mama woli jednak spokojniejsze zabawy – jedziemy więc do Ogrodu Róży. Spacerujemy, a potem mamy prawdziwy piknik - pora spróbować tajskich przekąsek. Tata się krzywi, że woli schabowego. Mnie i mamie wszystko smakuje. Palce lizać! Tata poszedł zobaczyć tajski boks, a ja z mamą zobaczyć ceremonie buddyjskie i tajskie tańce. I jeszcze raz słonie, chyba je polubiłem!

5 dzień: Tajlandia w pigułce?
Dzisiaj wyjeżdżamy poza Bangkok do jednej ze słynnych prowincji Tajlandii - Samut Prakan. Ależ to fajne miejsce! To tutaj znajduje się ponad sto replik najważniejszych miejsc historycznych w Tajlandii. Możemy sobie popatrzeć, co jeszcze warto zobaczyć w Tajlandii. Będę prosić rodziców, żebyśmy znowu tu przyjechali i zobaczyli to wszystko. Dzisiaj jest też o wiele bardziej spokojnie niż w stolicy. Tak sobie myślę, ze chyba wszyscy ludzie, nawet ci na tuk-tukach, wyjechali do Bangkoku. Dzisiaj też mogę sobie pojeździć na rowerze – bardzo lubię, bo z chłopakami z klasy ciągle jeździliśmy. Wieczorem być może będę też mógł puszczać latawce, które tutaj, w Tajlandii są bardzo popularne. Nawet są specjalne święta, w czasie których współzawodniczą ze sobą drużyny puszczające tzw. Latawce męskie – chula (sięgające aż 2 metrów w kształcie gwiazdy) oraz latawce żeńskie – pakpo (tradycyjne, romboidalne). Chciałbym pobawić się w te latawce, bo zabawa jest superowa i polega na tym, żeby porwać przeciwnikowi latawiec i przeciągnąć go za wyznaczoną linię. Jak przyjadę do domu, to powiem o tym chłopakom i zrobimy sobie sami zawody.

6 dzień: Nad morze, na plażę!
Dziś jedziemy nad morze! Hura! Po 4 godzinach dojeżdżamy autokarem do kurortu Hua Hin. Rodzice są zachwyceni, ja też. Wokół piaszczyste plaże z parasolami słonecznymi i wygodnymi leżakami. Woda bardzo ciepła i słona! Mogę budować zamki i robić wokół fosy. Mama pomaga mi w budowaniu i ozdabianiu budynku, a Tato wygrzebuje razem ze mną doły na jeziorka i tajemne przejścia, gdzie przepływa woda. Fajnie, że tak razem możemy się bawić, bo w domu to nie zawsze jest na to czas. Ależ super ten nasz zamek. Chyba nie tylko nam się podoba, bo niektórzy ludzie się zatrzymują i podziwiają – jestem bardzo dumny z siebie. Jeden chłopiec długo się przyglądał, a potem zapytał, czy może budować ze mną. Mama mi to powiedziała, bo ona zna francuski, a to był Laureat, który tu przyjechał z Francji. Budowaliśmy i śmialiśmy się, bo on mówił po swojemu, a ja po swojemu i było śmiesznie. Potem Laureat poszedł na obiad i my też, a popołudniu pojechałem przejechać się na koniu! Jej, ależ tu jest fajnie! Rodzice poszli na tajski masaż. Ja patrzyłem z boku i cały czas się śmiałem, bo pani dziwnie wyginała rodzicom nogi i wciskała ręce w plecy – ja bym tak nie chciał. Wieczorem idziemy na kolację do restauracji na molo. Tutaj znów dużo kolorowego jedzenia – Tato się cieszy, bo prócz kuchni tajskiej jest też europejska.

7-10 dzień: Złoty piach, błękitne morze i pachnące kadzidłami świątynie…
Przez najbliższe dni mogę szaleć na plaży na całego. Mamy dużo czasu na budowanie zamków, granie w piłkę i na wygłupianie się w morzu. Jestem już brązowiutki jak czekoladka i prawie nie różnię się od dzieci z Tajlandii – jedynie te moje jasne włosy… Mama też się chyba cieszy, bo widziałem jak się długo wpatrywała w lustro, smarowała balsamami, a potem uśmiechała do Taty. Tacie też się podoba. Żeby nam się nie nudziło, jedziemy na inne okoliczne plaże: Hat Khao Takiap, Hat Suan Son i nad Hat Khao Tao. Wszędzie jest fajnie. Jak nam się już nie chce siedzieć na leżakach, jedziemy zwiedzać okoliczne świątynie buddyjskie. Chyba już jestem specjalistą od buddyzmu – dużo się dowiedziałem i teraz już rozpoznaję różne osoby, przedmioty i ornamenty, które znajdują się w tajskich pagodach.

11-12 dzień: No wreszcie czuje się odkrywcą!
Dzisiaj zaczyna się prawdziwa przygoda. Po dniach leniuchowania mogę się w końcu poczuć jak Indiana Jones. Jedziemy do Parku Narodowego Khao San Roi Yot. Ale widoki! Wspaniale widać wybrzeże i przyległe laguny. Mam w sobie tyle energii po tych dniach na plaży, że namawiam rodziców na trekking. Okazuje się, że rodzice bardzo chcieli wejść na szczyt Khao Krachom (605 m n.p.m.) tylko myśleli, że nie będę miał siły na wspinanie. Ale ja nie mam jedynie siły, jak długo chodzimy po galeriach handlowych, a tak to mam zawsze siły – tak jak Indiana Jones. Po drodze wypatrujemy różne azjatyckie zwierzęta – przede wszystkim ptaki. Ma ich tu być aż 300 gatunków... W Parku są tzw. ścieżki dydaktyczne, które prowadzą nas do wody. Dalej przeprawiamy się już łodzią. Ależ tu pięknie! Widziałem bardzo dziwne i tajemnicze lasy mangowe i jaszczurki. Czuje się jak w baśniowych Kainach, prawie jak w świecie Harry Pottera lub innych fajnych książkach, które czytałem.

13 dzień: Jeszcze więcej zwierzaków
Wracamy do Bangkoku. Przed powrotem do domu, chciałem jeszcze napatrzeć się na tutejsze, egzotyczne zwierzaki. Jesteśmy w Parku Zwierząt Suan Sat Dusit - oj, tego się nie spodziewałem - ponad 300 gatunków ssaków i ok. 100 gatunków ptaków! Robię dużo zdjęć, bo jak przyjadę do domu, to wszystko opowiem mojemu przyjacielowi – Bartkowi. No i pokażę zdjęcia i albumy. Kupiłem też dla niego ciekawe pamiątki. Ale to niespodzianka, więc nie powiem, co. Mama kupiła sobie wachlarz, parasolkę i różne koraliki, no i jedwabne ubrania. Zresztą, czego mama nie kupiła… Tato kupił taki fajny nóż i rzeźbę, a ja taki stary kufer czy szkatułkę i będę w niej trzymał różne tajemnicze amulety i pamiątki z wyjazdu.

14 dzień: Nie chcę wyjeżdżać!
Mama i Tata szykują się do powrotu do domu. Dzwonili do babci. Spacerujemy po stolicy Tajlandii i Mama mówi, żeby wdychać te egzotyczne zapachy i przypatrywać się wszystkiemu dokoła, bo pewnie będziemy potem tęsknić. Ja już tęsknię nie zgadzam się na wyjazd. Proszę Tatę, żebyśmy zostali jeszcze, choć klika dni, ale Tato mówi, że musimy wracać i żebym już się nie mazał. Tęsknię co prawda za babcią i trochę za domem, ale tu jest tak fajowo… Rodzice obiecali mi, że to nie jest ostatnia taka nasza wyprawa i że w przyszłym roku znów pojedziemy w jakieś fajne miejsce, gdzieś w świat. Jak przyjadę do domu, to wyciągnę ten duży atlas i sam wyszukam miejsce, gdzie pojedziemy, żeby rodzice mieli czas załatwić wycieczkę. Postanowiłem, że przeczytam wszystko o miejscu, do którego pojedziemy – będę więcej rozumiał z tego, co mówi pilot. Może potem napiszę książkę? Na razie mam super album ze zdjęciami.

Termin Cena Aktualny przelot Status wyprawy Rezerwacja


Zmień walutę  PLN

GBP

USD

EURO
Opis

Dotąd nie miałeś odwagi, żeby jechać z dziećmi na inny kontynent? Obawiałeś się o ich bezpieczeństwo, no i zastanawiałeś się, jak to będzie z dziećmi na drugim końcu świata – czy nie będą marudzić? Czy wytrzymają długi lot? Czy jest sens zaczynać egzoteryczne wyprawy w tak młodym wieku, czy nie lepiej jechać, jak wszyscy, do Chorwacji. Myślałeś sobie – może jak zwykle będzie nudno, ale za to blisko. Ale czy warto psuć sobie kolejny raz wakacje i męczyć się w przeludnionych kurortach? Proponujemy Państwu bezpieczny i przede wszystkim niezwykle interesujący i egzotyczny wyjazd do pięknej Tajlandii. Być może po raz pierwszy Państwa dzieci będą miały okazję zetknąć się z całkiem innym, dla nich wręcz baśniowym światem. Dotychczas oglądane jedynie w książeczkach zwierzęta, rośliny czy zabytki, będą na wyciągnięcie ręki. Profesjonalny i sympatyczny pilot zaprowadzi Państwa w najciekawsze miejsca. Będą mieli Państwo czas i na błogie wylegiwanie się na plaży nad turkusowym morzem, i czas, żeby zachwycać się azjatyckimi świątyniami i obcą kulturą. Popływamy łodziami, pojeździmy na słoniach, przejedziemy się tuk-tukiem, zjemy tajskie przysmaki, a potem damy się wymasować wprawnej masażystce lub obejrzymy tajskie tańce i boks. Będzie sporo czasu na wszelkie rozrywki - dla każdego, nawet najbardziej wybrednego – nie będzie za to czasu na nudę.




Pogoda




Informacje wizowe




Informacje praktyczne




Informacje praktyczne















Partnerzy

 

Afryka | Azja | Europa | Australia i Oceania | Ameryka | Bliski Wschód i Afryka Pn | Travellers | Adventure | Survival | Family | Linki
Ekipa | Opinie | Galeria | Do pobrania | Kontakt |  


 
Aby przeglądać zawartość Forum Klubowiczów należy się zalogować lub założyć profil.

 

zamknij
 
Aby przeglądać zawartość MK Klubu należy się zalogować lub założyć profil.

 

zamknij