Dla dolatujących indywidualnie:
Rozpoczęcie wyprawy: JOHANESBURG,
Zakończenie wyprawy: JOHANESBURG,
1 dzień: Lecimy do Afryki
Tyle samolotów tam za oknem i taki tłok tu w środku. Mama i Tato mają dreszcze – nawzajem się wypytują czy czegoś nie zapomnieli, czy zakręcili w domu gaz, i tak dalej. Ja nie mam tych zmartwień, przecież lecimy do Afryki, na samo południe! Mami, Tati – przestańcie już i popatrzcie za okno – tu szaro, smutno i ponuro, za kilkanaście godzin będziemy się kapać w słońcu, będą inne zapachy i inne kolory, lećmy już!
2 dzień: W Johannesburgu szlifują diamenty!
Tata miał rację – nie nudziło mi się w samolocie, tyle gier na własnym ekranie i tyle nowych twarzy i ten ogromny samolot. Nie sądziłem, że będzie tak wielki i że lot minie tak szybko. Johannesburg – pamiętam z geografii, że to trzecie największe miasto Afryki. I mają tu diamenty – oj biedny będzie Tata!. Mama na razie cicho siedzi, wygląda na trochę przestraszoną, ale jak się oswoi... Jedziemy przez centrum – przewodnik pokazuje nam ratusz, budynki sądu, giełdy i budynek diamentowy. Po południu jedziemy do wioski Zulusów. Kiedyś byli to dzielni wojownicy, nie raz dali popalić Brytyjczykom. Obok Zulusów w wiosce Lesedi żyją inne ludy Afryki Południowej - Basotho, Xhosa i Pedli. Poznajemy rytuały, tradycje i kultury tych plemion. Mama wreszcie wyluzowała – spodobały się jej tańce i teraz smakuje zuluskich specjałów. Na nocleg wracamy do Jonnesburga. Nie chcę zapeszyć, ale wydaje mi się, że kupiliśmy Afrykę. I kto by pomyślał – pierwszego dnia!
3-4 dzień: Piękne ogrody Pretorii i blask Sun City
Obudziłem się w Afryce – czy ja dalej śnię? Jedziemy do stolicy RPA, do Pretorii. Tata nic nie wiedział, że wkrótce mają zmienić nazwę na Tshwane. Zwiedzamy dom i Muzeum Krugera, Budynki Opery i Teatru, Church Square, Pałac Sprawiedliwości, Ratusz oraz Budynki Unii położone na wzgórzu. Mamę zachwyciły przepiękne ogrody. Dalej jedziemy przez zaporę Hartbeespoort – ale widoki! – do słynnego Sun City, dżungli hazardu i rozrywki, afrykańskiego Las Vegas! Tata pewnie chciałby tutaj trafić sam. Wole tego nie mówić głośno. Spacerujemy po Lost City. Mama, urzeczona kolejny raz bajecznymi ogrodami z tropikalną roślinnością i romantycznymi wodospadami, nie protestuje. Wcale a wcale! Nawet kiedy tata próbuje swych sił w kasynie. I wreszcie coś dla mnie – Dolina fal – wodny park rozrywki – zjeżdżalnie i fale sięgające 2 metrów. Ale zabawa! I jeszcze Sanktuarium Krokodyli – ok. 7 tys. różnych gatunków tych gadów. Tyle wrażeń w jeden dzień – wracamy do Johannesburga.
5 dzień: Park Krugera
Wczoraj krokodyle – dzisiaj Góry Smocze. Czy to podróże Baltazara Gąbki herbu Zielona Pietruszka? Jedziemy piękną, widokową trasą Panoramic Route do Parku Krugera. Mama wstrzymała oddech przy Oknie Boga. Stąd zajefajny widok na dziewicze afrykańskie lasy oraz Góry Smocze. Tata skarcił mnie wzrokiem. Czy ja powiedziałem coś nie tak? Tato wróć z Sun City! Za chwilę zobaczysz kanion rzeki Blyde, trzeci największy na świecie, rzeki która wyrzeźbiła dziwaczne cylindry w swoim korycie. Zobaczysz trzy rondle, prawdziwe, choć przedziwne, okrągłe góry Three Rondavels. I jeszcze wodospad Lizbon. Ja cierpliwie czekam na Pilgrim’s Rest – żywy skansen epoki pionierów i poszukiwaczy złota. Wzięło wreszcie i Tatę! Przecież to tu odkryto pierwsze żyły złota w RPA.
6 dzień: Safari, czyli bezkrwawe łowy w Parku Krugera
Na ten dzień czekaliśmy wszyscy, tym razem bez wyjątków. Nie ma żartów, z aparatem fotograficznym jedziemy na polowanie słynnej Wielkiej Piątki, czyli lwa, słonia, lamparta, bawoła i nosorożca. Park Krugera jest największym w Afryce naturalnym rezerwatem zwierząt, w którym żyje prawie 150 gatunków ssaków i ponad 500 gatunków ptaków. W południe odpoczywamy w obozie nad rzeką.
"Słonie wodę pompują jak z pompy,
Żeby w RPA zielony deszcz siąpił,
Żeby z wodą, tam gdzie sawanna,
Stały wanny, prysznice przy wannach.
Wypłukały biedną gnu
Tropikalne krople dżdżu !
I jak zebra na obrazku
Cała się zrobiła w paski,
I z rozpaczy brnęła w piaski"
7 dzień: St. Lucia, czyli czary na wodzie
Wczoraj królestwo zwierząt, dziś Królestwo Swazilandu. Jest jak w bajce. Po południu jedziemy do Parku Wodnego St Lucia zaliczanego do światowego dziedzictwa przyrody. Jezioro, liczne wysepki oraz delta i rozlewiska rzeki. O zachodzie słońca wypływamy statkiem po jeziorze St Lucia. O, widać hipopotamy, znajome mi już krokodyle oraz ptactwo wodne. Śpimy w lodży. Mamie się bardzo podoba.
8 dzień: A na plaży mi się marzy – taniec w słońcu i bez końca!
Dziś jest luźniejszy dzień – snujemy się wzdłuż wybrzeża do położonego w okolicach Durbanu nadmorskiego kurortu Umhlanga Rocks. Popołudnie na plaży – wykąpiemy się w Oceanie Indyjskim. Mama zachwycona perspektywą plażowania, Tata mniej. Dzisiaj staję po jego stronie, wymyślamy sportowe działania. Tuz obok Mamy. A może zmajstrujemy jeszcze jakaś wycieczkę?
9 dzień: Durban – rykszą do Oceanarium!
Oto jesteśmy w Durbanie. Zwiedzamy starówkę miasta i prędziutko do nowo otwartego oceanarium uShaka. Ale Ryby! Po wyjściu przewodnik proponuje przejażdżkę najbardziej kolorową rykszą w Afryce, typową dla Durbanu. Trochę dziwaczny to pojazd, ale od razu go polubiłem. Po południu mamy czas wolny na promenadzie Golden Mile. A może pojedziemy do parku ptaków, ogrodu botanicznego, indyjskiego marketu, a może do miniaturowego miasta? – Wszystko w zasięgu ręki.
10 dzień: Johannesburg - Wylot do Polski
Wracamy do Johannesburga. Czas na Pożegnanie z Afryką! Ostatnie zakupy na lotnisku. Ja chcę więcej Afryki. Nie pytam ale wiem, że Mama i Tata też!
11 dzień: Lądowanie w Warszawie
Nie jest pochmurno, w Warszawie świeci słońce. Ale jakże inaczej niż w Johannesburgu...