|
|
|
|
|
|
|
Nr. Oferty: AF_NIG
Dla osób dolatujących indywidualnie:
Rozpoczęcie wyprawy: AGADEZ, zakończenie wyprawy: AGADEZ
1 dzień: WARSZAWA – AGADEZ
Spotkanie uczestników na Międzynarodowym Lotnisku Okęcie w Warszawie około 2 godziny przed planowanym wylotem - hala odlotów, stanowisko odpraw MK Tramping. Przelot do Agadezu przez jeden z europejskich portów lotniczych.
2 dzień: AGADEZ
Przylot do Agadezu. Przejazd do hotelu i krótki odpoczynek po podróży. Lunch i spacer po mieście – stolicy Tuaregów. Warto przypatrzeć się tej glinianej zabudowie, a zwłaszcza niezwykle oryginalnemu meczetowi, który przypomina wielką, jednowymiarową, w kształcie trójkąta bakę najeżoną kolcami. Przedziwna konstrukcja! Potem spotkamy się z miejscowym współpracownikiem, który pomoże nam przygotować się do wyprawy – mamy chwilę czasu na ostatnie przygotowania do ekspedycji.
3-5 dzień: TIMII
Przejazd jeepami do Timii - miejscowości, w której spotkamy się z Tuaregami. Osada znajduje się w dolinie Zagado, skąd rokrocznie karawany wyruszają po drogocenną sól. Szlak wiedzie na zachód przez ocean piasku zwany Tenere – najtrudniejszy do przebycia odcinek Sahary. Po drodze biwak w terenie.
6-12 dzień: SAHARA
Z Timii wyruszamy na zachód, obierając azymut na jedyną oazę po drodze – Fachi. Wędrujemy od 10 do 16 godzin na dobę. Monotonię codziennej „harówy” wynagrodzą nam niezapomniane wieczory pod białym dywanem z gwiazd. Tylko na pustyni można ujrzeć takie niebo... Poza tym w pełni poznamy smak pustyni, jej piękno i grozę. Poznamy także wartość każdej kropli wody. Wkraczając w tę wielką piaskownicę pozostawiamy za sobą ostatnie przysiółki cywilizacji. Pamiętajmy, że godzimy się na walkę z własnej woli. Będziemy walczyć z naturą i z samym sobą. Na nasze dni składają się marsz, stukanie o pas manierek z kawą, marsz, odcinki przejechane na grzbiecie wielbłąda i znów marsz. A wieczorem błędny blask ogniska i murmurando Tuaregów. Będą też jedyne w swoim rodzaju zachody słońca i noce pod gołym niebem. Poznamy tajniki przetrwania na pustyni z ich najważniejszym elementem – sztuką nawigacji.
13 dzień : FACHI
Cały dzień spędzimy w oazie Fachi, uzupełniając zapasy wody i odpoczywając od upału. Przyjrzymy się życiu mieszkańców tej osady, poznamy jej wartość. Odkryjemy uroki życia na tej wyspie otoczonej morzem piasku.
14-16 dzień: SAHARA
Kontynuujemy wędrówkę na ostatnim już etapie do Bilmy. Uczymy się czytać znaki pustyni, podpatrując nie tylko naszych współtowarzyszy, ale i zwierzęta. Wielbłąd to bezbłędny kompas i barometr każdego nomada.
17-18 dzień: BILMA
W Bilmie spędzimy 2 dni obserwując i fotografując zanikające tradycje Tuaregów. Podpatrzymy radość z sukcesu karawany i kolejne przygotowania do drogi powrotnej. Tym razem już bez nas. Dziś pożegnamy się z naszymi nowymi przyjaciółmi. Ostatni wspólny nocleg.
19-21 dzień: FACHI – AGADEZ
Powrót jeepami do Agadezu trasą Fachi – Arbre du Ténéré – Tiguidit Cliff – Agadez. Po przyjeździe do miasta odpoczynek i uroczysty obiad z winem, wieńczący wielodniowy wysiłek i sukces wyprawy.
22 dzień: AGADEZ
Cały dzień spędzimy w Agadezie, wykorzystując ostatnie chwile na smakowanie atmosfery miasta. Wizyta na bazarach, ostatnie zakupy, nieśpieszne obserwowanie życia ulicy oraz wieczorna wizyta w miejscowych pubach.
23 dzień: AGADEZ – WARSZAWA
Po śniadaniu przejazd na lotnisko i wylot do Warszawy przez jeden z europejskich portów lotniczych. Przylot do Warszawy. Pożegnanie uczestników ekspedycji.
Historia błękitnych rycerzy
Tuaregowie to jedno z plemion berberyjskich. Na terenach Afryki Północnej wyróżniają się swoją oryginalną urodą – jaśniejszą skórą, czasem niebieskimi oczami, a niekiedy nawet rudymi włosami. Niektórzy twierdzą, że to dlatego, że przybyli do Afryki z Krety lub Azji Mniejszej kilka wieków temu. Najlepszą reklamą niezwykłej urody Tuaregów jest z pewnością słynna (m.in. z filmu „Królowa Margot”) francuska aktorka Isabelle Adjani, w której żyłach płynie podobno berberyjska krew.
Prawdopodobnie nazwę temu koczowniczemu ludowi nadali Arabowie, określając ich jako „tych, którzy zostali wypędzeni przez Boga”, co właśnie oznacza „tuaregowie”. Sami Tuaregowie nazywali siebie „Imazighen”, czyli „wolni ludzie”, którzy np. nie liczą się z granicami państw. Może właśnie dlatego tak uparcie starali się podtrzymywać własną odrębność etniczną. Większość Berberów do VII w. była chrześcijanami, a dopiero po ekspansji arabskiej przeszła na islam. Tuaregowie mają także swój własny język (tamazight) i pismo wykorzystujące stare znaki libijskie. Pewnie z tego względu niewielu z nich zna język arabski i niewielu jest w stanie czytać Koran. Konserwatywni wyznawcy islamu twierdzą, że to dyskwalifikuje ich jako prawdziwych muzułmanów. Tuaregowie odróżniają się również inną struktura społeczną. W przeciwieństwie do arabskiego patriarchatu, „władcy pustyni”- jak się ich czasem określa – hołdują swego rodzaju matriarchatowi. Na przykład zwyczajowo pochodzenie dzieci określa się na podstawie rodu matki. To nie ojciec jest najbliższym męskim krewnym dziecka, ale wujek, czyli brat matki, po którym dziecko otrzymuje spadek! Ponadto większa rola kobiet objawia się tym, że podejmują one wspólnie z mężem wszelkie decyzje dotyczące rodziny, co jest nie do pomyślenia w świecie arabskim. Inną, widoczną tym razem na zewnątrz różnicą jest strój Tuaregów. Mężczyźni ubierają się w „bubu” – obszerne, luźne odzienie, które jest tradycyjnie koloru indygo (intensywnie niebieskiego), przepasane tkanym pasem, u boku którego powinien wisieć charakterystyczny nóż. Ponadto w odróżnieniu od kobiet to mężczyźni, którzy ukończyli 18 lat, zasłaniają twarze, wykorzystując w tym celu fragment skomplikowanej struktury turbana nazywanego lokalnie: „tagelmust”. Przysłanianie twarzy przez mężczyzn jest tłumaczone na kilka sposobów. Po pierwsze, że jest to skuteczna ochrona w czasie burzy piaskowej. Po drugie, że wynika to z tradycji arabskiej, według której wojownicy powinni wyruszać na wojnę z zakrytymi twarzami. Po trzecie, że woalka chroni przed „złymi duchami”. No i po czwarte, że wojownik pozbawiony nakrycia na twarzy w czasie śmierci mógłby stracić duszę, która uciekłaby przez nos lub usta… Tuaregowie jak widać wolą dmuchać na zimne, dlatego dodatkowo zabezpieczają się przed złymi mocami amuletami wiszącymi na ich szyjach. Tuarogowie to nomadowie, którzy od wieków wędrowali po Saharze. Kiedyś handlowali złotem, kością słoniową i… niewolnikami, których dostarczali (z Afryki Zachodniej nad Morze Śródziemne) Portugalczykom. Dziś głównie handlują solą, którą przewożą karawaną, wędrując przez gorące przestrzenie pustyni nawet 16 godzin dziennie - bez przerwy. To ludzie niezwykle wytrzymali i godni podziwu, bo przecież mało kto byłby w stanie przebywać 50 km w ciągu doby i to przez wiele upalnych dni w temperaturze dochodzącej 50 stopni C. Dziś typowych koczowników jest już niewielu – kończy się powoli epoka ludzi pustyni. Niektórzy pracują jako przewodnicy karawan przemierzających pustynię, bo to przecież najlepsi znawcy tych terenów – to „władcy pustyni”.
Sahara tylko dla spostrzegawczych
Sahara to największa pustynia świata. Rozciąga się na obszarze ponad 9 mln km kwadratowych, co stanowi 6% całej powierzchni lądowej Ziemi! To największa pustynia na świecie. Na Saharze znajdują się prawie wszystkie rodzaje terenów pustynnych –hamady – pustynie kamieniste, ergi –pustynie piaszczyste, seriry – pustynie żwirowe, uedy (wadis)– suche doliny po dawnych rzekach, ripplemarki – czyli tereny piaszczyste, na których piasek wygląda jakby na dużym płaskim obszarze przepełzło tysiące węży lub jakby teren ten skurczył się na wzór skórki zwiędłego jabłka… Gdy się ma tylko otwarte oczy, można też dostrzec, ze wydmy są też bardzo różnorodne. Są wśród nich „barchany” - wielkie, sięgające nawet 100 m wygięte w łuk, wydmy paraboliczne – ciągnące się nawet na 100 km łancuchy równoległych względem siebie grzbietów, wydmy poprzeczne – rozmieszczone obok siebie „belki” piasku, wydmy gwiaździste – nieregularne stożki owiewane wiatrem z różnych stron i budzące grozę wydmy wędrujące, które są jak dżin pustyni, będący w stanie pochłonąć nawet cała osadę ludzką. Jak widać pustynia to i chwile grozy, zwłaszcza, gdy zawieje samum (arab, „trujący wiatr”), przynoszący burzę piaskową. Ale pustynia to nie tylko piach. Mimo iż średnia roczna temperatura na Saharze wynosi 40 stopni C, a roczny poziom opadów nie przekracza 25 cm, to tereny te obfitują w niezwykle bogatą florę. Z pewnością niejednego zaskoczy informacja, że można doliczyć się tu aż 1200 gatunków roślin, co w porównaniu z tylko 1500 gatunkami rozwijającymi się w wilgotne Wielkiej Brytanii wydaje się oszałamiającym bogactwem. Nie wszystkie jednak rośliny będą nam dostępne do oglądania, ponieważ wiele z nich wegetuje w oczekiwaniu na deszcz w postaci nasion nawet przez dziesięciolecia. Na pewno jednak nie raz dostrzeżemy różnorodne sukulenty i scruby (kolczaste rośliny), no i prawdziwe różnobarwne ogrody pustynne w oazach. Być może niektórych zdziwi informacja, że dawniej, jakieś 9 tys. lat temu, Sahara była żyzną sawanną pokrytą rzekami, jeziorami i lasami. Świadectwem przeszłości dzisiaj są uedy (wyschnięte doliny rzeczne), szotty (płytkie słone jeziora) oraz stosunkowo liczne oazy, w których roślinność czerpie wodę z ogromnego akwenu znajdującego się podobno pod Saharą. Gdy zdarzy się, że spadnie deszcz, uedy i szotty nawadniają się, dając szansę na rozkwitnięcie licznym wegetującym w okolicy roślinom. Na przykład po sporadycznych tu ulewach (wywołanych dzięki wiatrom znad Atlantyku lub Morza Śródziemnego), sukulenty, aby przetrwać, potrafią odzyskiwać wodę nawet spod powierzchni 20 metrów. Sahara słynie także z czystego nieba. Dlatego też ze względu na brak „zapory” w postaci chmur, w dzień jest tu upalnie, a nocą, kiedy atmosfera pochłania ciepło – chłodno. Do zmian temperatury dobrze dostosował się saharyjski fenek (lisek), który dzięki swoim wielkim, 10 -o centymetrowym uszom stanowiących ¼ długości jego ciała, może regulować temperaturę ciała. I nie jest to jedyny mieszkaniec pustyni, bo żyją tu jeszcze m.in.: gepardy, gazele, antylopy oryks, pawiany, hieny, szakale, łasice, kameleony, węże i skorpiony, a w pustynnych jeziorkach: żaby i krokodyle.
Wielbłądy to plotkarze
Człowiek nie przeżyłby na pustyni nie tylko bez wody, ale i bez wielbłądów. Wielbłądy są doskonale przystosowane do życia w trudnych warunkach klimatycznych, np. pustynnych. Oczywiście przede wszystkim słynne są z powodu wielkiej wytrzymałości organizmu na upał oraz brak pożywienia i wody. Dromader jest w stanie wytrzymać bez wody aż 9 dni! Zwierzę to potrafi znakomicie gromadzić zapasy tłuszczu i wody na ciężkie chwile, o czym najlepiej świadczy fakt, że dromader potrafi na raz wypić ponad 100 litrów wody! Wielbłądy są cenne także i z innych powodów. Przede wszystkim potrafią się poruszać dwa razy szybciej niż woły, a ich dwupalczaste kopyta, które rozszerzają się w czasie chodzenia świetnie przystosowały się do grząskiego terenu. Dlatego wielbłądy stały się podstawowym naturalnym środkiem transportu transsaharyjskiego i dlatego nazywane są „okrętami pustyni”. Nomadowie niezwykle cenią sobie te zwierzęta, dlatego traktują je jako podstawowy środek płatniczy. Żyjąc z nimi na co dzień i traktując je jako swój największy skarb, (de facto ilość posiadanych wielbłądów określa status koczownika), nauczyli się wykorzystywać to zwierzę wszechstronnie. Mleko służy do gaszenia pragnienia i wytwarzania sera, delikatne futro z brzucha wielbłąda przetwarzane jest na wełnę, z której robi się koce i pokrycia namiotów, a ze skóry szyje się sandały, torby, pochwy na noże i miecze, a także skręca się liny. Nawet wielbłądzie łajno jest wykorzystane jako opał. Wielbłądy pewnie zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo są cenne, dlatego uważa się, że są bardzo dumne i uparte - niektórzy twierdzą, że wręcz zarozumiałe i wyniosłe. Jest nawet legenda, która tłumaczy ten wielbłądzi dystans i dystyngowane zachowanie. Podobno Mahomet zdradził swoim uczniom 99 imion Allacha, poza jednym, setnym, które wyszeptał do ucha swojemu ulubionemu wielbłądowi, wobec którego miał dług wdzięczności za uratowanie życia. Wielbłąd okazał się plotkarzem, ponieważ pochwalił się swoją wiedzą wszystkim znajomym wielbłądom, które od tej pory przekazują sobie informację o nieznanym ludziom imieniu Allacha. I właśnie z tego powodu wielbłądy czują się lepsze od ludzi i podobno dlatego są tak bardzo aroganckie. Niezależnie od tego, czy wierzyć w takie historie czy też nie, niezaprzeczalnym faktem jest to, że nomadowie bardzo szanują swoje zwierzęta, bo od nich niejednokrotnie zależy los nie jednej saharyjskiej karawany, a także egzystencja berberyjskiej rodziny.
|
|
|
|